UBEK Wina i skrucha

Ubek to historia agenta, który z pasją i oddaniem donosił na kolegów z opozycji. Byli wśród nich Kaczyński, Tusk, Borusewicz. To opowieść o człowieku, który kłamał, oszukiwał i manipulował. Janusz Molka jest pierwszym funkcjonariuszem bezpieki, który odczuwa wstyd. Po latach łamie zmowę milczenia. Ze szczegółami opowiada o tym, jak SB kontrolowała opozycję, a swoje ofiary prosi o wybaczenie. Jego historia nie kończy się wraz z upadkiem PRL. Jej zaskakujący finał następuje już w III RP. Złamany przez Służbę Bezpieczeństwa, był, jak mówi, werbowany przez służby wolnej Polski. Ubek to opowieść o kulisach pokojowego przekazania władzy przez komunistów w 1989 roku, wpływie tajnych służb na wynik czerwcowych wyborów oraz roli, jaką wciąż w naszym kraju odgrywają dawni tajni współpracownicy. Ubek to spowiedź człowieka, który rozpaczliwie szuka osobistego odkupienia. Bo przecież każdy, także były esbek, ma prawo stać się lepszy.

 

 

 

 

 


 

Poniżej zapraszam do zapoznania się z krótki fragmentem: 

 

— Czego pan ode mnie oczekuje? — zapytał na powitanie.
— Może pan opowiedzieć o SB dużo więcej niż inni. I chyba nie ma pan interesu w tym, żeby mną manipulować — odpowiedziałem bardziej dla zachęty niż z przekonania.
— To prawda. Co najwyżej odczuwam strach.
— Czego się pan boi?
— Tego, że to nie jest zamierzchła historia. I nie każdy z moich dawnych kolegów będzie zadowolony.
Od naszego pierwszego spotkania minęło kilka lat. Spędziłem z nim, rozmawiając, dobrych kilkadziesiąt godzin. Scenariusz był zawsze taki sam. Zajmowałem stolik w jednej z knajp w okolicach Dworca Centralnego, po chwili wchodził mężczyzna w wojskowych spodniach i kurtce moro. Silnie zbudowany, w okularach, z lekkim zarostem. Nie wyglądał na kogoś, kto ma na karku sześćdziesiątkę.
Zrobił się z tego prawie rytuał. On zamawiał makaron z kurczakiem albo schabowego, ja wyciągałem dyktafon, długopis i notatnik. Rozmowa po rozmowie, miesiąc po miesiącu wiedziałem o nim coraz więcej. Poznawałem jego mroczną historię i powoli przyzwyczajałem się do języka, którym mówił. Nie bawił się w subtelności.
— Chce pan wiedzieć, dlaczego tkwiłem w tym gównie? Powiem panu. Bo byłem skurwysynem. Oddanym sługą reżimu. Ideowym i ofiarnym ubekiem. Człowiekiem bezwzględnym i cynicznym.
Miałem wrażenie, że siedzi przede mną twardy typ, z którym nie chciałbym się spotkać w ciemnej ulicy. Wiedziałem, że jest mistrzem prowokacji i nie takich jak ja potrafił podejść. Starałem się nie tracić czujności. Przed każdą rozmową karmiłem wątpliwościami własną podejrzliwość. Były jednak momenty, gdy jego chropowaty, nieco drażniący głos łamał się nagle w pół słowa, a oczy zachodziły szklaną mgłą.
— Cholera, powinienem być profesorem historii, a nie ubolem. Nie sądzi pan? — wyrzucił z siebie z rozpaczą.
Tylko wybitny aktor potrafiłby tak zagrać wściekłość, żal i rozgoryczenie. Janusz Molka nie jest aktorem. Za to ubekiem był wybitnym. Choć on sam żachnąłby się zapewne, że słowo „wybitny” jest tutaj nie na miejscu. To prawda. Był kimś więcej. Był geniuszem zła. I nie jest to komplement. To oskarżenie.
****

 

Poniżej kilka linków do recenzji książki:

www.rebelya.pl/post/2709/ubek-rozmawia-rymanowskim-tylko-prawda-jest-ciekawa
www.celinski.na.liberte.pl/ubeka-portret-wlasny/

Współczesne media kreują gwiazdy według utartych schematów. W naturalny sposób preferują ludzi, którzy prowokują, starają się być kontrowersyjni, którzy szokują. Widza można jednak kupić też czymś innym: wiarygodnością, rzetelnością i po prostu uczciwością.

Bogdan Rymanowski